W czasach licealnych mieszkałam na osiedlu, na które trudno było dojechać późnym wieczorem, bo autobus (jeden jedyny) jeździł rzadko, a cierpliwość nie jest moją mocną stroną. Z seansów w kinie Warszawa, (a także z wszelkich możliwych DKF–ów, w których w zasadzie mieszkałam) regularnie wracałam stopem łapanym na pl. Grunwaldzkim. Często sama, bo ze znajomymi rozstawałam się wcześniej. Nikt łba mi nie ukręcił i na ogół gadało się świetnie. Zdarzało mi się jeździć i super – jak na tamte czasy – furami, i na pace, na leżących tam oponach, a czasem nawet z fasonem odstawiano mnie pod sam blok. Taki trochę ciąg dalszy filmu. I tak to chodzenie do kina zaowocowało później (wcale nie tak wówczas oczywistą) odwagą, by zaraz po otwarciu granic prysnąć stopem do Włoch i nie tylko.

 

Wspomnienia Beaty Te

 

Zostaw po sobie ślad

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *