Małe, osiedlowe Kino Studio miało dla mnie zupełnie inny wymiar, było miejscem, gdzie spotykaliśmy się grupą przyjaciół. Tu leciało się w przysłowiowych kapciach, bo wszyscy mieszkaliśmy na Popowicach. Ważna była i projekcja, zobaczenie filmów artystycznych poza główną kinową dystrybucją, ale też same nasze spotkania oraz bliskość barku z zapiekankami i napojami przy sali kinowej. Osobny rozdział to chodzenie na Konfrontacje. Na te spotkania z europejskim i światowym filmem czekało się cały rok. Konfrontacje najbardziej pamiętam z osiedlowego kina Światowid na Sępolnie. Atmosfera na sali panowała niesamowita, było w niej coś z odświętności, uczestniczenia w rozrywce dla koneserów, ekscytacji, że oto za moment zobaczę coś czym żyje Zachód. 

Człowiek studiujący we Wrocławiu w latach 80.tych w zasadzie nie żył bez DKF-u. Tych klubów w mieście było naprawdę sporo, sama bywałam zarówno na seansach DKF-u Politechnika jak i w Centrum Kultury Budowlanych przy ul. Braniborskiej oraz w osiedlowym kinie Studio na Popowicach. Lubiłam salę przy ul. Braniborskiej, jej kameralność ale też stosunkowo duży ekran. Tutaj czasem pokazywali zupełne świeżynki – filmy, które w naszej dystrybucji nie były jeszcze w żaden sposób opracowane. Pamiętam taki seans filmowy na żywo tłumaczony z francuskiego przez Magdę Furman.

 

fot. Kościół Gustawa Adolfa, w budynku którego po zakończeniu II wojnie światowej działało kino Światowid /wikipedia

 

Zostaw po sobie ślad

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *