Totalnie pierwszy film w kinie – w czasie chyba wakacji. Dziadek zabrał mnie i moją siostrę na Króla Lwa do „Warszawy”. Nadal uważam, że kto nie płakał po Mufasie nie ma serca. Mam też zupełnie inną anegdotę, pożyczoną od dwóch dobrych znajomych. Jechali do stolicy pierwszy raz autem, w czasach przedsmartfonowych. Zgubili się, więc postanowili użyć nawigacji. Wpisali „Warszawa” i radośnie jechali… aż zobaczyli drogowskaz: Wrocław <== Warszawa ==>. Nawigacja sugerowała skręt w lewo. Szybko połapali się, że kieruje ich właśnie do kina Warszawa.

 

Wspomnienia Łukasza Mirytiuka

Zostaw po sobie ślad

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *